L'occitane żel pod prysznic o zapachu werbeny

„Świeży żel do ciała ceniony zarówno przez kobiety, jak i mężczyzn. Każde naciśnięcie butelki uwalnia rześki, cytrusowy aromat werbeny L’Occitane. Eteryczne olejki werbeny, pomarańczy, geranium oraz drzewa cytrynowego wygładzają i pielęgnują nawet najbardziej wrażliwą skórę, wypełniając pomieszczenie tym cieszącym się uznaniem aromatem.” to obiecuje producent, ale jak jest naprawdę? Żel pod prysznic Werbena to obiecujący produkt i miałam wobec niego spore oczekiwania.

Wrażenia zmysłowe

Jakkolwiek sceptycznie podchodzę do luksusowych, wartych miliony monet żeli pod prysznic, muszę przyznać, że L’Occitane nas nie oszukuje. Żel ma absolutnie obłędny zapach! Połączenie cytrusów z nutą kwiatowo-ziołową jest wyjątkowo udane. Zapach pobudza i orzeźwia, jest intensywny, lecz nie denerwujący.

Żel dobrze się pieni przy użyciu niewielkiej ilości, być może za sprawą SLS oraz kokamidopropylobetainy. Preparat nie wysusza skóry, a wręcz ją nawilża i nie jest to nawilżenie pozorne, zaraz po umyciu. Mam skórę bardzo podatną na przesuszenie, a zauważyłam niewielką poprawę jej nawilżenia po kilku myciach (wcześniej używałam żelu Palmolive z oliwką i mleczkiem nawilżającym).

Skład

Dla nieobytych – SLS to Laurylosiarczan sodu – związek chemiczny powierzchniowo czynny, czyli surfaktant. Jego zadaniem, jako detergentu jest oczyszczanie, w czym dodatkowo pomaga piana, której powstawaniu sprzyja obecność substancji powierzchniowo czynnych.
Osoby o wrażliwej skórze oraz alergicy powinni unikać preparatów zawierających SLS (może on być zastąpiony innymi-łagodniejszymi związkami) ponieważ może on wywoływać reakcje alergiczne oraz podrażnienie skóry. Osobiście używam kosmetyków pielęgnacyjnych zawierających SLS i nie mam z tym detergentem większych problemów, choć skórę mam dość delikatną i skłonną do przesuszania.

Na trzecim miejscu w składzie pojawia się Kokamidopropylobetaina – substancja myjąca, która łagodzi ewentualne działanie drażniące anionowych substancji powierzchniowo czynnych, czyli np. SLS.
Łagodzi w teorii, bo czytałam relacje osób, które uskarżają się mocno na ten składnik, twierdząc że wywołuje u nich alergię, a w połączeniu z SLS może wywołać nawet łupież i alergiczne zapalenie skóry.
Może, oczywiście nie oznacza że musi, tak samo jak większości z nas nie dopadną efekty uboczne stosowania leków, a ich ulotki można rozwijać w nieskończoność. Ja jednak wolę dmuchać na zimne i przyznam, że sztuczne barwniki oraz aromaty sprawiły, że ostatecznie moja opinia o żelu nieco się pogorszyła.

Pełen skład żelu wygląda następująco:
Water, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Coco-Glucoside, Peg-7 Glyceryl Cocoate, Sodium Chloride, Peg-120 Methyl Glucose Dioleate, Fragrance, Limonene, Citral, Lippia Citriodora Flower , Xtract, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Benzyl Benzoate, Citric Acid, Linalool, Methylchloroisothiazolinone, Yellow 5, Methylisothiazolinone, Gardenia Florida Extract, Red 4, Blue 1

Cóż, jak na żel za który miałabym zapłacić 60 zł za pojemność 250 ml to „trochę” mi ten skład przeszkadza. Żel pięknie pachnie. Nie robi cudów, choć faktycznie nie działa drażniąco, a skóra po myciu jest przyjemna w dotyku. Dla mnie cena = jakość. Jeśli nie dostaję dobrej jakości w wysokiej cenie, to najpiękniejszy zapach na świecie mnie nie przekona.